- Halo! Z tej strony Weronika, czy mogę rozmawiać z Tomkiem? –
Chwila ciszy w słuchawce nie mogła oznaczać nic dobrego. Ale nie żałowała, że spróbowała. Przecież inaczej nie mogła.
- Już momencik. – A jednak, udało się.
Weronika z niecierpliwością czekała na Tomka. Nie wiedziała jeszcze, co mu powie, ale wiedziała, że choćby zwlekała z tą rozmową i tydzień ten stan rzeczy nie uległby zmianie. Tak więc pozostało jej tylko czekać i wymyślić coś na bieżąco. Taką osobą była. Spontaniczna, wesoła, z dużą dozą, często słusznej, samokrytyki. Mimo denerwującego charakteru i niezbyt oszałamiającego wyglądu, było w tej dziewczynie coś, co przyciągało. Przyciągało do niej ludzi, chłopców…
- Halo! Weronika? –
- Hej! – zawołała Weronika.
- Hej! –
- Miło Cię słyszeć. Jak się czujesz? Mam nadzieję, że już lepiej? –
- Weronika! Dość tej kurtuazji! O co chodzi? –
Tego się nie spodziewała. Chłodny ton i … pewna pretensja w głosie. Co robić?
- Chciałam spytać, jak się czujesz. –
- Nie troszczyłaś się jakoś tak o mnie wcześniej… –
To prawda. Weronika była osobą, która przyciągała do siebie chłopców, ale równie często nieświadomie łamała im serca. Z Tomkiem było inaczej. Zauważyła go od razu. Był nowy w szkole, a ona znała już tam prawie wszystkich. Przystojny, samotny – można powiedzieć tajemniczy, szybko jednak okazał się duszą towarzystwa. Jednocześnie też wiedziała, że bardzo jej nie lubił. Z resztą ona też za nim nie przepadała. Aż do tamtego wieczoru. Po co zgodziła się na ten głupi zakład? Umówili się w nocy w parku. Nie chciała go wystawić. Nie sądziła, że przyjdzie. Przyszedł. Wtedy też zdarzył się ten wypadek. Wściekły na jej nieobecność nieopatrznie skończył pod kołami przejeżdżającego auta.
Czy tak się tak historia kończy? Nie. Oczywiście, że nie. Nie pokochali się od razu. Nie rzucili się sobie w ramiona. Ona go odwiedziła. On był równie niemiły, jak przez telefon. W szkole wciąż się kłócili, na studiach przekomarzali.
Czasem, gdy przechodzę koło ich domu i widzę, jak tańczą w kuchni, zastanawiam się, czy to jest taniec zgody czy kłótni. Lecz potem słyszę śmiech Weroniki, uradowaną twarz Tomka i małe iskierka nadziei znów płonie w mym serduszku.
2 wrzesień 2008 o 7:37 pm |
A właściwie dlaczego “pistacjowy dom” ??
Nie mógłby być np. MALINOWY
2 wrzesień 2008 o 10:00 pm |
Mógłby być:D Ale był pistacjowy. Malinowy to wyjątkowy kolor. Obiecuję, ze w odpowiednim momencie pojawi się w moim opowiadaniu:)
3 wrzesień 2008 o 11:30 am |
jak dla mnie to już jest go wystarczająco dużo na tym blogu
3 wrzesień 2008 o 11:30 am |
Ooo ! ale mam pomysł na tytuł !! MALINOWA SUKIENKA… opowiadanie o pewnej żałosnej 20latce
3 wrzesień 2008 o 5:00 pm |
Spokojnie spokojnie – jeszcze się pojawi;) A co do opowiadania, nie ma sprawy, ale w grę wchodzi tylko z happy endem:)
3 wrzesień 2008 o 8:12 pm |
to ja się nie piszę… i nie udzielam Ci moich praw autorskich do MALINOWEGO… bo ja wolę true story
4 wrzesień 2008 o 12:35 am |
No to właśnie będzie true:P
5 wrzesień 2008 o 8:00 pm |
niestety w tym przypadku jedno drugie wyklucza
15 wrzesień 2008 o 3:04 am |
Tiaaaa:P Nie prawda!
19 wrzesień 2008 o 12:11 pm |
prawda prawda
19 wrzesień 2008 o 1:38 pm |
Nie! I już!
19 wrzesień 2008 o 9:36 pm |
Prawda, zaklepane na czerwony krzyż! ( zaznaczam że po takiej zaklepance nie dało się już tego niczym przebić… przynajmniej 10 lat temu!)
20 wrzesień 2008 o 12:18 am |
Phi! 10 lat temu a teraz to się w ogóle nie liczy. I NIEPRAWDA!
20 wrzesień 2008 o 11:01 am |
10 lat temu wszystko było takie bajeczne niby nierealne, ale jednak prawdziwe, więc się liczy jak najbardziej!
20 wrzesień 2008 o 1:11 pm |
Nie liczy się. 10 lat temu byłyśmy młode i piękne, a teraz sprawa nieaktualna – równie nieaktualna jak tam Twoje przebitki:P
20 wrzesień 2008 o 3:49 pm |
czujesz sie stara?! ok ja też
20 wrzesień 2008 o 5:55 pm |
Nooo:D