Przyznam się szczerze, że dawno nic nie pisałam i aż mi się wstyd z tego powodu robi. Dlatego też postanowiłam dzisiaj usiąść na chwilkę i zdać krótką relację z ostatnich dni. Gdyż na parę dni opuściłam mojego ukochanego Węża Kanałowego i udałam się w dalekie góry (do Krynicy Górskiej). Niedawne chwile białego szaleństwa wydają mi się jakby nierealne, ale jednak wiem, że były i mimo niklej ilości snu, makaronu codziennie na obiad i jeszcze jednej rzeczy towarzyszącej imprezom
, wypoczęłam jak nigdy chyba. Pobyt w nieco spartańskich warunkach w szkole z 3 łazienkami na 40 osób, gdzie ciepłej wody starczało tylko dla pierwszych 5, Sylwester w górach przy ognisku pozostawiły wiele niezapomnianych wspomnień. Wielu z Was może pomyśleć, że ironizuję, ale nie! Piszę całkiem poważnie. Ale żeby zrozumieć, trzeba poczuć atmosferę, która była naprawdę wyjątkowa. Nieważne gdzie: ważne z kim! A te wszystkie pozorne niedogodności tworzą klimat i niepowtarzalny efekt, którego nigdy nie zapomnę. Szczerze polecam!
I jeszcze mała ciekawostka: w podróży polecam słuchać francuskiego hip hopu. Ciekawe doświadczenie. ![]()
3 styczeń 2008 @ 1:48 pm
To dlatego, że ja tam byłam!
A tak poważnie - nic dodać, nic ująć. Żeby poczuć, trzeba było to przeżyć.
Pozdrawiam, Kasia, tudzież Kurczak.
3 styczeń 2008 @ 4:14 pm
No ba! Pewnie! Kto by mi wtórował w budzeniu całego pokoju, gdyby nie Ty!
3 styczeń 2008 @ 8:04 pm
a ja powiem tylko dwa słowa:
Srogie Zuo!
3 styczeń 2008 @ 8:04 pm
a ja powiem tylko dwa słowa:
Srogie Zuo!!!!
3 styczeń 2008 @ 8:18 pm
ej no kurcze, wy tam się wyspecjalizowałyście w stylu a’la szprota
4 styczeń 2008 @ 10:57 przed południem
ja tam nawet przez moment nie pomyslalam ze ironizujesz
sasasa! a na podroze powrotne polecam jednak roxette i ‘hello! you fool! i love you!’
cudnie byuo!