Chwila dla siebie

By asc001

Przyszedł czas na zrobienie porządku ze sobą i z moim losem, już przecież tak bardzo wyklarowanym, jednak wciąż dość niepewnym. Tak oto postanowiłam poukładać pewne sprawy, zakończyć pewne niedokończone sytuacje a inne przegrane batalie puścić w niepamięć. W ciągu wielu lat życia na tym świecie nauczyłam się, że powinnam zacząć od porządków w swoich rzeczach. Dlatego gdy cały mój pokój lśni już czystością, mogę wziąć się za siebie.
Pytanie, czy jestem na to gotowa nie ma tu większego znaczenia, gdyż zawsze odpowiadam na nie tak samo: nie. Dlatego zdałam sobie sprawę, że mimo pozornego przywiązania do pewnych rzeczy, należy się ich pozbyć. I wbrew pozorom nie mówię tu o rzeczach materialnych, a raczej o tych duchowych: o części mojego charakteru, o swoich marzeniach i planach. Oczywiście nie można się ich pozbyć od tak, gdyż pustka, która po nich pozostanie, nie będzie łatwa do zapełnienia a z nią żyć się nie da. Dlatego moje stare plany i marzenia zastąpiłam nowymi. Tymi, które naprawdę wynikają z moich chęci i potrzeb, a nie z przyzwyczajenia i pojmowania mnie przez innych ludzi. Pozbyłam się także tych planów, które wiem, że spełnienia się nigdy nie doczekają. To tak, jak stare podręczniki, w których zawarta jest wielka wiedza, ale wiemy, że i tak nigdy do nich nie zajrzymy. Można powiedzieć, że to nieprawda. Przecież każde marzenia można spełnić. Niestety muszę szczerze wyznać, że są marzenia, które dla mnie nie są do zrealizowania. Przynajmniej nie w danej chwili. Dlatego właśnie je wyrzuciłam. Przecież mogą powrócić, jednak w tej chwili nie chcę, żeby zaśmiecały moje myśli i niepotrzebnie dawały nadzieję. Zamiast nich postawiłam sobie nowe ważniejsze i lepsze cele, do których dążenie może dać mi jakieś rezultaty. Czy łatwo było mi zrezygnować ze starych chęci? Nie. Jednak po to chyba właśnie sprzątałam pokój – żeby w tym czasie mieć chwilę, gdy mogę pomyśleć i zastanowić się, jaki to wszystko ma sens. Z niektórymi rozstałam się łatwo, z innymi trochę trudniej, ale każde tak naprawdę chciałam pozostawić za sobą. Dlaczego? Pewne marzenia mnie blokowały, nie pozwalały mi się rozwijać i zostawiały mnie w martwym punkcie, w którym tkwienie doprowadzało mnie do szału i niepotrzebnej stagnacji.
Czy każdy z nas ma w życiu taki moment? Pewnie nie. Niektórym udaje się wszystko. Inni są na tyle odważni, że walczą o swoje marzenia niezależnie od wszystkiego i nie dają za wygraną dopóki nie zwyciężą lub nie poniosą sromotnej klęski. Ja, niestety a może na szczęście, należę do tych, którzy nie mają tyle odwagi i siły. A czasami po prostu wiem, że przyszedł czas, żeby się wycofać i znaleźć inną drogę. Czy już ją odnalazłam? Jeszcze nie, ale już wróciłam do ostatniego skrzyżowania, teraz muszę tylko zdecydować, gdzie skręcić. Nie wiem, czy się nie pomylę, ale wolę popełnić błąd niż zostać w tamtej ciemnej uliczce bez wylotu…

Odpowiedzi: 4 do “Chwila dla siebie”

  1. dyscypline_must_be mówi:

    No tak, chyba masz rację, że taki porządek by się przydał, choć zazwyczaj bywa bardziej żmudny niż sprzątanie chociażby pokoju… by the way : NIE CIERPIĘ SPRZĄTAĆ!!! Ale, asc, nie należy też wszystkiego się pozbywać… bo wtedy ludzkie dążenie do wyznaczonych celów, marzeń, itp, itd nie miałoby sensu… Chociaż, takie “okresowe” porządki ( pozbywanie się pewnych chęci na jakiś czas) jest dość dobrą opcją… można trochę od tego wszystkiego odpocząć no i wszystko jeszcze raz dokładnie przemyśleć…:)

  2. djts mówi:

    To, że umiesz cofać się do “ostatniego” skrzyżowania i wybierać inną drogę jest niebywałą umiejętnością. Mało kto to potrafi. Zobacz ile tym zyskujesz: cel trudny lub niemożliwy do osiągnięcia zwykle hamuje, męczy, daje poczucie porażki. A Ty potrafisz porzucić cel, który Cię męczy, BEZ poczucia, że przegrałaś. Po prostu podchodzisz wtedy do życia z innej strony. Ja tak nie umiem.

  3. asc001 mówi:

    To nie jest do końca tak. Zawsze musi się coś wydarzyć, żebym zdała sobie sprawę, że coś jest nie w porządku. Czasami taki moment przychodzi samoistnie. Budzę się pewnego dnia i mówię: muszę coś zmienić, bo to nie ma sensu. Jednak najczęściej jest zupełnie inaczej. Podczas realizacji moich marzeń spotykam na drodze przeszkodę nie do pokonania i zmierzenie się z nią okazuje się dla mnie totalną porażką. Zdaję sobie sprawę, że dążenie do tego celu jest bezsensowne i to daje mi pewne poczucie przegranej. Dlatego właśnie próbuję zmienić trasę, żeby wyrzuć z siebie przekonanie, że przegrałam. Nie można przecież zaakceptować przegranej. Trochę metaforycznie mówiąc: przegrałam w tej dyscyplinie, może winnej okaże się mistrzem. Choć jednak czasami bywa to złudne, bo możemy za szybko się zniechęcić i minąć ze szczęściem. Niekiedy nawet muszę wrócić na drogę, którą już dawno porzuciłam. Sądzę jednak, że mimo czasami żmudnych i długich poszukiwań, trzeba wierzyć i mieć nadzieję a poza tym cieszyć się krajobrazami w trakcie drogi. :)

  4. djts mówi:

    Po porażce nie zawsze trzeba zmieniać drogę. Można spróbować jeszcze raz. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz. Znam osoby, które tak potrafią – nie przejmują się żadnymi przeszkodami, tylko dążą do swojego jednego, obranego celu.

Dodaj komentarz