Większość z nas zdążyła już zauważyć, jak wielka jest rola podtekstów w naszym życiu. Pojawiają się bardo często i są sposobem na przekazanie pewnych treści, których nie chcemy lub nie umiemy przekazać wprost. Jest tylko mały problem: większość z nas równie nie umie dobrze odczytywać podtekstów. Oczywiście, czasami jest to tak proste, że aż rażące. Niestety częściej są one tak ukryte, że przez długi czas pozostają niezauważone. Dlaczego? Ano dlatego, że jesteśmy różni i to, co dla jednych jest zupełnie oczywiste, dla innych jest niejasne. Dużo z nas ma także w zwyczaju nadinterpretować wypowiedzi lub brać do siebie coś, co nie było skierowane w naszym kierunku. Jest to spory problem, z którym borykam się i ja. Niestety nie jestem dobra w odczytywaniu prawdziwych podtekstów, ale za to mam zwyczaj nadinterpretowania. Cóż… Zastanawiam się, o ile nasze życie byłoby prostsze, gdybyśmy potrafili mówić sobie wprost, co sądzimy i gdybyśmy umieli rozmawiać szczerze. Oczywiście, część z nas chce tego uniknąć, lecz to już nie jest kwestia nieumiejętności rozmowy, ale nieszczerości i manipulacji. Muszę przyznać, że szkolenie takich umiejętność jest we współczesnym świecie postrzegane za bardzo rozsądne i przydatne w przyszłości. Ja jednak pozostanę przy tradycyjnych wartościach, idealnym świecie mocy rozmowy i szczerości. Te właśnie umiejętności postanowiłam w sobie udoskonalać. A Ty? Jaki jest Twój wybór?
17 maj 2007 o 9:33 am |
Ja też mam tendencje do nadinterpretowania podtekstów lub w ogóle nie zauważania ich. Ciekawe jest to, jak często podteksty pojawiają się w sytuacjach miłosnych. Nie sądzę, żeby brały się z potrzeby manipulacji – niektórzy po prostu się boją powiedzieć tej Drugiej Osobie, co naprawdę czują – co będzie jak zostaną odrzuceni? Dlatego “dają do zrozumienia”, a jak ich niedoszła druga połówka też coś poczuje, być może wyczuje subtelny podtekst.
Ciekawe jest, że człowiek (szczególnie zakochany) ma skłonność do interpretowania wszystkich akcji drugiej strony jako odpowiedź na dyskretnie acz bezustannie wysyłane podteksty. “Ach, uśmiechnęła się do mnie, pożyczyła ode mnie długopis! Chce być ze mną!” – spotkało Was kiedyś coś takiego?
Ale być może to wszystko nieprawda i moje urojenia, bo ja sie nie znam i w kwestii dyskretnych podtekstów mam wprawę porównywalną do wprawy dwumetrowego orka w sadzeniu bonsai.
Co Ty o tym myślisz, Asc?
17 maj 2007 o 1:23 pm |
Moja wypowiedź na temat podtekstów dotyczyła, co prawda, troszeczkę innych tematów. Chodziło mi głównie o podteksty w relacjach koleżeńsko – przyjacielskich, bo o takich podtekstach mam jeszcze jakieś pojęcie. Natomiast, jeśli chodzi o zagadnienie, które poruszyłeś, to jestem ciemna jak nie powiem co. Niestety muszę się z Tobą zgodzić, Dominiku, że takie podteksty, to jest jedna wielka mieszanina nadinterpretowania, a także niedointerpretowania, jak się czasami okazuje. Ja może jestem w trochę lepszej sytuacji, bo jestem dziewczyną. A że moje poglądy są starej daty, to uważam, że kobieta powinna wysyłać sygnały (owe podteksty), a facet dobrze je odczytywać i ewentualnie działać. Chociaż z drugiej strony, posługiwanie się odpowiednio podtekstami, jest równie ciężką sztuką, jak ich odczytywanie. Tak czy inaczej ta sztuka, potocznie zwana sztuką flirtu, z łatwością przychodzi tylko nielicznym. Cóż mogę rzec: trzeba doskonalić tę sztukę, jak tylko się da i czasami, po prostu ryzykować. Chociaż łatwiej się mówi niż robi – wiem z własnego doświadczenia
Na pocieszenie dodam, że kobiety poświęcają niesamowicie dużo czasu na interpretowanie zachowań i ewentualnych podtekstów mężczyzn, często konfrontując swoje spostrzeżenia z przyjaciółkami. Podobno, co dwie głowy to nie jedna, aczkolwiek w tej sytuacji to się nie zawsze sprawdza. 
Idealny przykład nieporozumienia, w sposób niesamowicie uroczy przedstawia Maciek Stuhr:
„Kryśka, no błagam Cię, Marek! No jak to który! Taki, co się kiedyś tak dziwnie na Monikę popatrzył. No jak to kiedy? W podstawówce. No, co on się tak na nią dziwnie popatrzył, że ona myślała, że on ją chyba tak strasznie kocha czy coś. No, no, no, no. A potem się okazało, że on miał rozwolnienie.”